Plagiat czy hołd? Muzyczna lekcja końca lat 90.
Mike McCready zaczyna spokojny riff. Struny nastrojone inaczej niż zwykle, akordy rozciągnięte, a melodia niesie w sobie coś znajomego. Robert Plant, słysząc to lata później, uśmiechnął się pod nosem i rzucił żart o tantiemach – bo przecież trudno nie pomyśleć o „Going to California”. A jednak w tym podobieństwie nie było kalkulacji ani kradzieży. Był hołd. Ukłon w stronę mistrzów, zagrany tak otwarcie, że nie dało się go nie zauważyć.
Jak zauważa Michał Koch, redaktor „Koncertów w Polsce”: „‘Given to Fly’ Pearl Jam jest na pierwszy rzut ucha podobne do ‘Going to California’, ale to bardziej inspiracja niż bezczelna kopia. McCready nigdy tego nie ukrywał.”
„Given to Fly” – serce płyty Yield z 1998 roku – to coś więcej niż muzyczna inspiracja. To piosenka, która wyrosła na fundamencie klasycznego rocka, ale rozpostarła skrzydła w duchu końca lat dziewięćdziesiątych. Riff McCready’ego wznosi się i opada niczym fala, a Eddie Vedder dopisuje do niego tekst – opowiada historię o kimś, kto nie daje się złamać i potrafi wznieść się ponad ból oraz szyderstwa świata.
Był to czas osobliwy. W kinach triumfował „Titanic”, a zaraz obok „Truman Show” zadawał pytania o granice iluzji i rzeczywistości. Telewizja miała swoich gigantów: Friends rozśmieszało tłumy, a Archiwum X karmiło wyobraźnię tajemnicami i paranojami końca stulecia. Właśnie wtedy rodziło się Google, a Internet z modemowym piskiem wdzierał się do mieszkań. W Polsce z kolei młodzi słuchali Myslovitz i Kalibra 44, włączali „Złotopolskich” po szkole i chłonęli każdy okruch Zachodu. Świat się zmieniał – szybciej niż kiedykolwiek.
Na tle tego pędu Yield brzmiało jak głęboki oddech. Po eksperymentalnym No Code zespół wrócił do melodii i bardziej zespołowej pracy. Każdy z muzyków miał coś do powiedzenia, a efektem była płyta pełna kontrastów: od agresywnego „Do the Evolution”, przez liryczne „Wishlist”, aż po wzniosłe „Given to Fly”. To właśnie ta piosenka najlepiej pokazała, że Pearl Jam potrafią spiąć klamrą klasyczny rock lat 70. i grunge’ową prawdę lat 90.
Jak zauważa Michał Koch, specjalista od amerykańskiego zespołu: „Pearl Jam, jak wiele lat przed nimi Led Zeppelin, zapisali się do panteonu gwiazd rocka. „Given to Fly”, utwór idealnie pasujący do energetycznych koncertów Eddiego Veddera i spółki, to tylko jeden z przykładów”.
Historia zrobiła zabawny obrót, gdy Robert Plant spotkał się z muzykami Pearl Jam. Na antenie Sirius XM wykorzystał okazję, by z lekkim uśmiechem dogryźć Mike’owi McCready’emu:
„Jak ważna jest oryginalność? Absolutnie kluczowa. Powtarzanie się to piekielnie złe towarzystwo… Ile razy już grałeś ‘Going to California’? Och, przepraszam, jak tam nazywa się wasz kawałek?”
McCready nie obraził się – przeciwnie, potraktował to z humorem. Przypomniał, że w Szwecji Eddie Vedder zadedykował „Given to Fly” Plantowi, żartobliwie nazywając go „Given to California”. Plant też utrzymał ton zabawy, pytając tylko pół-serio, czemu nie dostał jeszcze czeku z tantiemami. To był moment, w którym młodszy zespół oddał ukłon mistrzom, a mistrzowie odpowiedzieli żartem zamiast oskarżeniem.
Michał Koch mówi wprost: „Porównania ekipy z Seattle do Zeppelinów nie są przypadkowe. To zespoły ważne dla swoich epok, odkrywcze, ciągle poszukujące nowych brzmień.”
Bo w gruncie rzeczy „Given to Fly” nigdy nie było próbą kradzieży. To nieprzypadkowe zapożyczenie – świadome, transparentne, wręcz wystawione na widok publiczny. Vedder napisał własny tekst, pełen metafor i nadziei, a muzyka McCready’ego była nośnikiem emocji, nie kalkulacją. Gdyby Pearl Jam chcieli coś ukraść, wybrali by zapomniany riff z archiwów bluesa – a nie jeden z ukochanych hymnów Led Zeppelin.
W tym geście widać, czym jest rock – muzyką ciągłych inspiracji, przechwyceń, reinterpretacji. Nikt nie zaczyna od zera, każdy dodaje coś od siebie. Pearl Jam od początku byli zespołem, który świadomie czerpał z klasyków: Zeppelinów, The Who, Neila Younga. Ale nie po to, żeby się powtarzać, tylko żeby tę tradycję przenieść dalej, przepuścić przez własny język.

Michał Koch
Tak, „Given to Fly” Pearl Jam na pierwszy „rzut ucha” brzmi podobnie do „Going to California” Led Zeppelin. Powiedziałbym jednak, że to bardziej inspiracja, której nie ukrywa nawet Mike McCready, autor kompozycji, niż bezczelna kopia.
Dlatego spotkanie Planta z McCready’m ma wymiar symboliczny. To było jak przekazanie pałeczki – ikona lat 70. mruga okiem do muzyków lat 90., jakby mówił: „Wiem, skąd to wzięliście. I to jest okej”. A „Given to Fly” staje się dzięki temu czymś więcej niż tylko kolejnym singlem z Yield. To most między epokami, utwór, w którym klasyczny rock spotyka się z grunge’em i razem wzlatują wyżej, niż mogłyby osobno.
Dziś, kiedy od premiery Yield minęło już ćwierć wieku, historia zatoczyła koło. Pearl Jam – wtedy jeszcze „młodzi gniewni” inspirowani klasyką – sami stali się punktem odniesienia. Dla kolejnych pokoleń muzyków to właśnie oni pełnią rolę, jaką kiedyś zajmowali Led Zeppelin: ikony, których riffy cytuje się z szacunkiem, a koncerty traktuje jak rytuał. „Given to Fly” pozostaje jednym z tych utworów, które pokazują, że rock to nieustanna rozmowa między epokami. Najpierw uczysz się języka mistrzów, a potem – prędzej czy później – sam zaczynasz mówić nim dla innych.
Niedawno obchodziliśmy rocznicę premiery albumu „Ten” Pearl Jamu. Zajrzyj do artykułu, który napisałem przy tej okazji – Pearl Jam i pokolenie, które wciąż słyszy swój głos.
