Howard Walsh pixabay
W zachodniej Irlandii, nad spokojną zatoką, stoi pub McLoughlin’s. Od czterech pokoleń prowadzony przez rodzinę, dziś stoi na granicy zamknięcia. Starszy pan, ostatni z rodu, pragnie przejść na zasłużoną emeryturę. Nie ma komu przekazać pubu. Heineken wraz z grupą Publicis tworzy kampanię, która w formie mikrodokumentu szuka następcy. Warunek? Musi nazywać się McLoughlin. Ten nietypowy casting to symbol szerszego problemu: znikania irlandzkich pubów.
Podcast „Dział zagraniczny” prowadzony przez Macieja Okraszewskiego i Michalinę Kowol bierze na warsztat temat z pozoru trywialny – piwo i puby – który w rzeczywistości odsłania głębokie przemiany społeczne, kulturowe i ekonomiczne współczesnej Irlandii.
Historia i znaczenie irlandzkiego pubu
Irlandzki pub to nie tylko miejsce konsumpcji alkoholu. To instytucja. Centrum życia towarzyskiego, przestrzeń do świętowania i żałoby, scena muzyczna, drugi dom. Jak mówi Michalina Kowol:
„Puby w Irlandii to trzecie miejsce – między domem a pracą.”
Maciej Okraszewski dodaje historyczny kontekst – zanim powstały puby w obecnej formie, istniały tippling houses, split grocers czy drum shops – sklepy, spelunki, pokoje do nalewania whisky. Dopiero w XIX wieku, wraz z ujednoliceniem przepisów i architektury, narodził się pub taki, jakiego znamy dziś.
Zmiana klasy społecznej bywalców pubów
W przeszłości pub był miejscem typowo robotniczym – przestrzenią dla mężczyzn wracających z pracy. Kobiety przez długi czas miały ograniczony dostęp – mogły wejść dopiero w latach 70., często tylko do wydzielonych części, i nie zamawiały pinty piwa, bo to „nie wypadało”.
Dziś to miejsce bardziej aspiracyjne – dla klasy średniej, młodzieży, freelancerów. Puby stają się estetyczne, stylowe, modne. Nierzadko wchodzą w funkcje restauracji czy klubów.
Pub jako miejsce codziennego życia
Puby nie są już tylko przestrzenią do picia – stają się multifunkcyjnymi ośrodkami życia społecznego.
„To nie tylko miejsce, gdzie się pije, ale gdzie się żyje” – zauważa Kowol.
Są organizowane w nich wesela, stypy, imprezy rodzinne, chrzciny, a nawet… zabawy dla dzieci. W sytuacjach kryzysowych – np. w czasie awarii prądu – pub był schronieniem dla mieszkańców: z generatorem, kawą i ładowarką.
Ekonomiczne przyczyny upadku
Według danych Irish Drinks Industry Group, od 2005 roku zamknięto aż 22% pubów. Najbardziej ucierpiały wsie i miasteczka. W samym Limerick zniknął co trzeci lokal.
„Największym problemem są rosnące koszty: energia, akcyzy, ubezpieczenia” – mówi Pat Crotty z Wintners Federation of Ireland.
„Przy tych wydatkach trudno utrzymać przystępne ceny piwa i zatrudnić ludzi.”
Brakuje też następców. Aż 84% właścicieli przyznaje, że nie ma komu przekazać biznesu.
„Prowadzenie pubu to praca wtedy, kiedy inni się bawią. Młodzi nie chcą tak żyć” – zauważa Kowol.
Ciemna strona tradycji: alkoholizm i samotność
Choć irlandzki pub bywa przedstawiany z nostalgią – jako miejsce radości, śmiechu i muzyki – ta historia ma też swoją ciemną stronę. W rozmowie Macieja Okraszewskiego i Michaliny Kowol pada wyraźne ostrzeżenie: nie romantyzujmy pubów zbyt łatwo.
„One jednak też reprezentują inne problemy Irlandii, takie właśnie jak uzależnienie od alkoholu czy też bardzo głęboka samotność” – zauważa Kowol.
Problem alkoholizmu w Irlandii ma długą i bolesną historię. Wysoki poziom spożycia alkoholu był przez dekady tłumaczony trudnymi warunkami ekonomicznymi, brakiem perspektyw i głęboko zakorzenionymi wzorcami kulturowymi. Jednak – jak zauważa prof. Diarmaid Ferriter z University College Dublin – wzrost dobrobytu wcale nie ograniczył spożycia:
„Zaczęli pić jeszcze więcej, kiedy zaczęło ich być na to stać.”
Zamiast spadku – zmienił się styl picia. Tradycyjna pinta ustąpiła miejsca winom, drogim whisky i piwom kraftowym, ale ilość konsumowanego alkoholu wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza wśród mężczyzn i młodych dorosłych. WHO regularnie umieszcza Irlandię wśród krajów z najwyższym spożyciem alkoholu per capita w Europie.
Ten problem ma wymiar społeczny i systemowy. Przez dziesięciolecia nadmierne picie było bagatelizowane lub wręcz gloryfikowane jako element „irlandzkiego stylu życia”. Słynny pisarz Brendan Behan powiedział kiedyś:
„Jestem alkoholikiem z zawodu, a pisarzem z zamiłowania.”
Tego typu bon moty podtrzymywały mit Irlandczyka z kuflem w ręku – buntownika, artysty, duszy towarzystwa. Ale za tą romantyczną maską kryje się cierpienie, przemoc domowa, depresja i samobójstwa, zwłaszcza w środowiskach wiejskich i ubogich.
Współczesna Irlandia stara się z tym walczyć – m.in. przez podnoszenie podatków na alkohol, kampanie społeczne, ograniczenia reklam i zmiany prawne (np. niższe limity alkoholu dla kierowców). Ale kulturowa siła przyzwyczajeń jest trudna do przełamania.
Dlatego – jak mówią prowadzący podcast – opowiadając o pubach, warto pamiętać, że ich historia to także historia uzależnienia i wykluczenia. I że przyszłość tej instytucji zależy również od tego, czy potrafi się zmieniać – nie tylko w formie, ale i w treści.
Republika sypialni kontra trzecie miejsce
W latach 90. spotykanie się w pubie po pracy było normą. Dziś zastępują to czaty i komunikatory.
„Nie miałem telefonu. Wychodzisz z zajęć – idziesz do pubu, bo tam są znajomi. Teraz wystarczy grupowy czat” – wspomina Ferriter.
Młodsze pokolenie prowadzi życie towarzyskie online. Więcej czasu spędzają w domach, na siłowniach, w kawiarniach. To zjawisko Ferriter nazywa „republiką sypialni”.
Znikająca wspólnota
Dawniej wiejski pub był nieformalnym centrum społeczności – miejscem, gdzie spotykali się sąsiedzi, rozwiązywano konflikty, obchodzono uroczystości i wymieniano informacje. Pełnił funkcję karczmy, świetlicy, sali zebrań, a czasem i ośrodka kryzysowego.
Jak obrazowo ujął to prof. Diarmaid Ferriter:
„To był smar, który umożliwiał działanie lokalnych trybików społecznych”.
To właśnie tam przychodziło się po prąd w czasie burzy, po kawę w czasie izolacji, po słowo w czasie samotności. Pub spajał – nie tylko jako miejsce konsumpcji, ale jako infrastruktura emocjonalna. Jednak ta rola dramatycznie się kurczy.
Współczesna Irlandia przechodzi transformację infrastrukturalną i demograficzną. Sieć autostrad i dróg szybkiego ruchu sprawia, że ludzie podróżują szybciej i dalej – omijając małe miejscowości.
„Kiedyś zatrzymywałeś się w pubie po drodze. Teraz mijasz wioskę nawet o niej nie wiedząc” – zauważa Maciej Okraszewski.
Wraz z migracją młodych do dużych miast, prowincja pustoszeje – a tamtejsze puby stają się nieopłacalne i samotne. Według danych Irish Drinks Industry Group, w ciągu ostatnich dwóch dekad zamknięto ponad 30% wiejskich pubów w niektórych hrabstwach, jak Limerick czy Connemara.
Co gorsza – dla wielu starszych mieszkańców to był ostatni bastion kontaktu z drugim człowiekiem.
Dziś, w wielu wsiach, po zamknięciu sklepu i szkoły, znika też pub – a z nim poczucie lokalnej tożsamości i więzi. Miejsca takie jak McLoughlin’s w mikrodokumencie Heinekena to nie tylko biznes – to ostatni płomień społecznej ciągłości.
Czy można to zatrzymać? Eksperci są sceptyczni. Ale pojawiają się lokalne inicjatywy, w których puby łączą funkcję biblioteki, klubu seniora i restauracji. Ich przetrwanie nie zależy już tylko od liczby pint nalewanych dziennie – ale od kreatywności i wsparcia społeczności lokalnej.
UNESCO i eksport mitu
W 2023 roku pojawiła się propozycja wpisania irlandzkich pubów na listę dziedzictwa UNESCO.
„To gest desperacji – kultura pubowa w Irlandii już zanika” – ocenia Ferriter.
Tymczasem… Irish Pub Company wyeksportowała ponad 2000 pubów na cały świat – od Dubaju po Malezję. Najwięcej w Europie powstało w Niemczech.
Zaskoczeniem może być także fakt, że największą siecią Irish pubów jest rosyjska franczyza Harat’s – mająca ponad 100 lokali, także w Azji i USA.
Pub jak Kościół?
W Irlandii – kraju o silnych korzeniach katolickich – porównanie pubu do kościoła może brzmieć jak przesada. Ale socjolog Perry Share widzi tu głębszą paralelę:
„Puby są jak kościoły. Kiedyś były centrum życia. Potem straciły znaczenie. Ale gdy trzeba – zawsze się jakiś znajdzie.”
Obie te instytucje odgrywały rolę duchowego i społecznego spoiwa – pierwsza poprzez rytuały i wspólnotę religijną, druga poprzez rozmowy, muzykę i rytuał codzienności. Dziś ich losy się przecinają – dosłownie.
W Dublinie działa bowiem The Church Café Bar – pub i restauracja mieszczące się w dawnym kościele św. Marii, zbudowanym w 1702 roku. Był to drugi największy kościół po północnej stronie rzeki Liffey. Po spadku liczby wiernych i transformacji centrum miasta, budynek zamknięto w 1986 roku. Przez lata pełnił różne funkcje, by w końcu zostać przekształcony w stylowy lokal.
Dziś turyści robią sobie tam zdjęcia z koktajlem przy dawnej ambonie, a DJ puszcza muzykę spod chóru organowego. Wnętrze zachowało wiele oryginalnych elementów – w tym witraże, kolumny i tabliczki upamiętniające dawnych parafian.
To dosłowny symbol sekularyzacji i transformacji społecznej – miejsca, które kiedyś niosły duchowość, dziś oferują doświadczenie. Pytanie tylko: czy to zmiana profanująca, czy adaptacyjna?
Pub w literaturze, muzyce i diasporze
Irlandzki pub żyje nie tylko w realu – jest bohaterem kultury, symbolem i scenografią emocji. W literaturze pojawia się jako miejsce spotkań, zwierzeń, przełomów.
W powieści „Home Stretch” Grahama Nortona, pub towarzyszy bohaterom przez całe życie – od wsi obok Cork, przez Liverpool, aż po nowojorski bar. Zmienia się otoczenie, język i kontynent, ale nie zmienia się potrzeba miejsca, gdzie „można się napić i pogadać”.
W twórczości Sally Rooney puby są tłem emocjonalnych spięć i rozwiązań – nie ma w nich idealizmu, ale jest bliskość.
W muzyce pub był często pierwszym etapem.
„Pierwszy koncert? W pubie. Było może trzech ludzi, ale dla nas to był świat” – mówi Munyang Hong o zespole Kneecap.
Wielu artystów – od U2 po The Cranberries – swoje pierwsze występy dawało właśnie tam, w dymie, w hałasie, przed nieprzychylną, ale lokalną publicznością.
W diasporze pub spełnia rolę emocjonalnego portalu. Dla tych, którzy mieszkali w Irlandii – nawet przez chwilę – to miejsce przywracające wspomnienia.
„Nie wiem, czy Guinness w Hongkongu smakuje tak samo jak w Galway. Ale smakuje mi, bo przypomina mi Irlandię” – mówi Munyang Hong, obecnie mieszkająca w Azji.
Podobnie jest w moim przypadku. Po niespełna siedmiu latach życia w Dublinie, będąc już wiele lat w Polsce wizyta w pubie przywołuje we mnie pozytywne wspomnienia. Gdy zatęsknię za irlandzkim pubem mogę zawsze podjechać do Olsztyna gdzie jest jeden z najlepszych przybytków tego typu Irish Pub Carpenter Inn.
Czy pub przetrwa?
Czy pub przetrwa XXI wiek? W sensie fizycznym – być może nie wszędzie.
W sensie społecznym – już teraz się zmienia. Nie zawsze ma szyld, mahoniowy bar i kran z Guinnessem. Czasem to mikrobrowar, czasem kawiarnia, czasem… coś pomiędzy.
Ale jedno się nie zmienia: potrzeba trzeciego miejsca – przestrzeni, gdzie można być sobą, razem z innymi. Może bez księdza i bez piwa. Ale z historią, światłem i rozmową.
„Może to wystarczy, by pub nadal był domem” – podsumowuje Maciej Okraszewski.

Ciekawy artykuł.