Od Kopiącego Ptaka do współczesnych rezerwatów. Dziedzictwo rdzennych Amerykanów
Na prerii wieje wiatr, a przed nami siedzą naprzeciwko siebie dwaj mężczyźni. John Dunbar, oficer wojsk Unii, i Kopiący Ptak (w oryginale Kicking Bird), mądry członek plemienia Lakota. Jeden w mundurze, drugi w tradycyjnym stroju. Nie wiedzą jeszcze, czy mogą sobie ufać. Patrzą na siebie uważnie, próbują zrozumieć pojedyncze słowa, gesty i milczenie. To scena z Tańczącego z wilkami, w której Graham Greene i Kevin Costner stworzyli obraz dwóch światów, które próbują się spotkać.
Dziś ta scena nabiera nowego znaczenia, bo 1 września 2025 roku w Toronto zmarł Graham Greene. Miał 73 lata. Pochodził z rezerwatu Six Nations w Kanadzie. W roli Kopiącego Ptaka pokazał światu godność, spokój i mądrość Lakotów. Nominacja do Oscara otworzyła mu drzwi do kariery, ale ważniejsze było coś innego: miliony widzów zobaczyły Indianina jako człowieka z emocjami, rodziną i własnym światem wartości.
Śmierć Greene’a skłania do refleksji. Bo historia rdzennych mieszkańców Ameryki to nie tylko filmowe obrazy. To także dramatyczne dzieje, brutalne konflikty i codzienne życie w rezerwatach. Literatura non-fiction z ostatnich lat pozwala nam spojrzeć na tę opowieść w sposób pogłębiony.
Świat przed przybyciem Europejczyków
Zanim na kontynencie pojawili się pierwsi Europejczycy, Amerykę Północną zamieszkiwały setki różnorodnych ludów. Ich życie nie ograniczało się do polowań i wojny. Tworzyli bogate kultury, rozwinięte systemy wierzeń i struktury społeczne.
Na wschodnim wybrzeżu żyły plemiona rolnicze, które uprawiały kukurydzę, fasolę i dynię. Ich osady były stałe, a życie regulowały cykle natury. W głębi lądu rozkwitały kultury budowniczych kopców, jak w Cahokia, gdzie tysiąc lat temu mieszkało więcej ludzi niż w średniowiecznym Londynie. Na północnych równinach dominowali myśliwi, dla których bizon był źródłem mięsa, skór i narzędzi. Nad rzekami i jeziorami Północy Odżibuejowie i inne ludy czerpały z obfitości ryb i lasów.
Każda z tych społeczności miała własne języki, legendy i ceremonie. Łączyła je więź z ziemią i przekonanie, że człowiek stanowi część większej całości, a nie jej władcę.
Świat ten zaczął się dramatycznie zmieniać po 1492 roku. Najpierw przyszły choroby – ospa i odra dziesiątkowały całe społeczności, zanim jeszcze spotkały żołnierzy. Potem pojawiły się ekspedycje kolonizatorów: Hiszpanie z południa, Francuzi z Kanady, Anglicy z wybrzeża Atlantyku. Zaczęły się wojny o ziemię, o zwierzynę i o wpływy. Wraz z handlem przychodził alkohol i broń palna.
Rdzenni mieszkańcy przez wieki dostosowywali się do nowych warunków. Niektórzy podejmowali walkę, inni próbowali zawierać sojusze. Powstawały konfederacje, jak Liga Irokezów, które potrafiły prowadzić skomplikowaną dyplomację z Europejczykami. Ale równowaga sił coraz bardziej przechylała się na stronę przybyszów.
Ten ogólny obraz – mozaika kultur i świat, który istniał zanim pojawili się biali – to punkt wyjścia do zrozumienia historii Komanczów, Siuksów i wielu innych. Dopiero wtedy możemy zobaczyć, jak dramatyczny był upadek i jak niezwykłe okazało się przetrwanie.
Komancze i potęga na Wielkich Równinach
W książce Imperium księżyca w pełni S.C. Gwynne przypomina historię Komanczów. To oni stworzyli najpotężniejsze indiańskie państwo w Ameryce Północnej. Znakomici jeźdźcy, nieustraszeni wojownicy, mistrzowie otwartej przestrzeni. Zatrzymali hiszpańską ekspansję z Meksyku i francuską z Luizjany. Przez dziesięciolecia prowadzili wojny z białymi Amerykanami, opierając się ich kolonizacji.
Gwynne nie idealizuje Komanczów. Pisze o ich brutalnych najazdach i okrucieństwie. Ale pokazuje też ich geniusz militarny, polityczny i kulturowy. W centrum tej opowieści stoi Quanah Parker, syn Indianki i białej kobiety, który wyrósł na wojownika i polityka. Był mostem między światem prerii a światem rosnących Stanów Zjednoczonych. Jego historia dowodzi, że Indianie nie byli jedynie ofiarami. Potrafili walczyć, wygrywać i tworzyć struktury silniejsze niż państwa kolonizatorów.
Czerwona Chmura i zwycięstwo nad armią USA
Jeszcze mocniej tę prawdę podkreśla Serce wszystkiego, co istnieje Boba Drury’ego i Toma Clavina. To biografia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów. Jedyny Indianin, który zmusił Stany Zjednoczone do podpisania traktatu na własnych warunkach. Pokonał armię amerykańską w serii bitew znanych jako Wojna Czerwonej Chmury.
Autorzy odrzucają mit szlachetnego dzikusa, ale też mit bezbronnej ofiary. Pokazują świat, w którym obie strony były brutalne. Indianie palili osady i brali jeńców. Amerykańscy żołnierze stosowali pacyfikacje i masowe egzekucje. To historia pełna przemocy, ale także determinacji, odwagi i geniuszu strategicznego.
Czerwona Chmura pozostaje symbolem dumy i siły. Jego zwycięstwo pokazuje, że historia rdzennych Amerykanów to nie tylko pasmo porażek. To także momenty tryumfu, które Ameryka długo próbowała przemilczeć.
Współczesność rezerwatów
A jak wygląda życie Indian dziś? Odpowiedzi udziela David Treuer w książce Witajcie w rezerwacie. Autor dorastał w rezerwacie Odżibuejów w Minnesocie, a potem kształcił się na białych uniwersytetach. Potrafi więc patrzeć z dwóch perspektyw – uczestnika i obserwatora.
Treuer pisze o biedzie, przemocy i alkoholizmie. Ale też o pięknie wspólnoty, dumie i sile języka. O hazardowych milionerach i o zwykłych połowach ryb. O dramatach rodzinnych i o ludziach, którzy chcą żyć między dwoma światami. To nie jest książka o porażce, lecz o przetrwaniu. O ludziach, którzy mimo trudności potrafią zachować własną tożsamość i nadać jej nową formę.
Film, który zmienił spojrzenie
Tańczący z wilkami to film niezwykły. Kevin Costner, reżyser i odtwórca głównej roli, stworzył obraz, który bardziej przypominał dokument niż klasyczne kino przygodowe. Narracja prowadzona przez dziennikowe zapiski Dunbara nadała opowieści intymny, osobisty charakter. Zamiast efektownych scen bitewnych dostaliśmy długie ujęcia prerii, codzienność wioski Lakotów, pierwsze gesty zaufania, powolne rodzenie się przyjaźni.
Ten rytm sprawił, że film zyskał niezwykłą wrażliwość. Nie opowiadał o Indianach jako o zbiorowym tle, ale jako o konkretnych ludziach z imionami, rodzinami i emocjami. Kopiący Ptak grany przez Grahama Greene’a miał w sobie mądrość i cierpliwość, Black Shawl (Tantoo Cardinal) dopełniała ten obraz cichą siłą, a Stoi z Pięścią (Mary McDonnell) wprowadzała kobiecą perspektywę i napięcie między światami.
To kino piękne wizualnie i głęboko humanistyczne. Nie dziwi, że zdobyło siedem Oscarów, w tym za najlepszy film i reżyserię. Dla wielu widzów było pierwszym spotkaniem z Indianami, którzy nie byli „dzikusami”, lecz pełnoprawnymi bohaterami dramatu historycznego.
Właśnie dlatego Tańczący z wilkami stał się filmem przełomowym. Otworzył drogę kolejnym dziełom, które próbowały przełamać stereotypy. Ale co ważniejsze, pozwolił widzom poczuć, że w opowieści o podboju Ameryki kryją się nie tylko zwycięstwa kolonizatorów, lecz także utracone światy, których piękno warto zapamiętać.
Dziedzictwo i pamięć
Śmierć Grahama Greene’a zamyka pewien rozdział. Jego rola w Tańczącym z wilkami była przełomowa, bo pozwoliła dostrzec człowieczeństwo tam, gdzie wcześniej widzieliśmy tylko stereotyp. Ale dziedzictwo, które zostawił, nie kończy się na filmie.
Książki Gwynne’a, Drury’ego i Clavina oraz Treuera pokazują pełniejszy obraz. Od potęgi Komanczów, przez zwycięstwa Czerwonej Chmury, po codzienność współczesnych rezerwatów. To historia przemocy, ale też niezwykłej siły i przetrwania.
Jeśli Greene i Costner w filmie nauczyli się mówić do siebie ponad barierą języka, to dziś literatura pozwala nam usłyszeć głosy, których wcześniej nie słyszeliśmy. Rdzenni mieszkańcy Ameryki żyją, tworzą i mówią własnym językiem. Naszym zadaniem jest słuchać.



