„Wszystko jak leci” – polski pop lat 90. w kronice Tomasza Lady
Pomysł, który przerósł oczekiwania
Autorem książki jest Tomasz Lada – dziennikarz muzyczny, od lat dokumentujący polską scenę. Wcześniej pisał o undergroundzie (Zagrani na śmierć), teraz skierował uwagę na mainstream. Sam pomysł wyszedł od redaktora Kuby Bożka. Jak wspomina autor w rozmowie z Bartkiem Cieślakiem (Noisecast – wywiad):
„Kuba powiedział: lata 90., natomiast treścią wypełniasz ty. Zostawił mi pełną wolność. Jedyną sugestią było: nie dotykaj metalu, bo Jarek Szubrycht już pisze, i nie dotykaj hip-hopu, bo Filip zrobił swoją książkę”.
Pierwotnie w książce miało się znaleźć kilkanaście krótkich portretów. Lada jednak szybko zdał sobie sprawę, że niektóre historie wymagają pełnej narracji. Dlatego w książce znalazły się obszerne rozdziały o Big Day czy Golden Life – zespołach, które miały spektakularne początki, trudne momenty i zaskakujące zwroty akcji.
Polski pop jako „Hollywood nad Wisłą”
Wszystko jak leci nie jest typową kroniką muzyczną. To przede wszystkim historia budowania całego przemysłu. Lada trafnie porównuje tamte wydarzenia do powstania Hollywood:
„Ta książka jest o budowaniu polskiego muzycznego Hollywood” – mówi w wywiadzie dla Noisecast.
I faktycznie – początki były niemal filmowe. Marek Kościkiewicz, lider Varius Manx, by wydać pierwszą płytę zespołu, musiał… pożyczyć pieniądze od znajomych na 500 egzemplarzy kompaktu. Trudno dziś uwierzyć, że formacja, która wkrótce sprzedawała po 800 tys. płyt, zaczynała od tak desperackiego ruchu. Ale właśnie takie decyzje budowały zręby rynku.
Gwiazdy i wielkie nadzieje
Książka to także zapis narodzin gwiazd – i ich upadków. Jednym z najciekawszych fragmentów jest historia Justyny Steczkowskiej. Po wygranej w Szansie na sukces miała być naturalną następczynią Edyty Górniak, a jej udział w Eurowizji w 1995 roku elektryzował opinię publiczną.
„Kiedy wyszliśmy na szybką sesję fotograficzną na ulice Dublina, kierowcy zatrzymywali samochody. Dziewczyny robiły takie wrażenie, że praktycznie wstrzymaliśmy ruch. Faktycznie wyglądały jak modelki z ‘Vogue’a’” – wspomina dyrektor TVP2 i szef delegacji na Eurowizję ’95 Maciej Chmiel.
Wszystko zapowiadało się idealnie, a jednak występ zakończył się rozczarowaniem. Piosenka Sama, przygotowana przez Mateusza Pospieszalskiego i Wojciecha Waglewskiego, okazała się zbyt ambitna na realia Eurowizji. Publiczność nie była gotowa na „przekombinowany” utwór, a nadzieje rozbudzone sukcesem Górniak rok wcześniej spełzły na niczym.
Menedżerowie, dziennikarze, idealiści
Obok artystów pojawiają się w książce bohaterowie drugiego planu – dziennikarze i menedżerowie. Lada przypomina, że nie sposób opowiedzieć o polskim rynku bez Grzegorza Brzozowicza – publicysty, który pisał pierwsze teksty o Kulcie i trójmiejskiej scenie, a później lansował Bregovicia i współtworzył machinę show-biznesu.
Nie brakuje też kontrowersyjnych postaci, jak Katarzyna Kanclerz. Uchodziła za twardą, bezwzględną i „demoniczną”. Ale Lada patrzy na nią inaczej:
„Bez niej nie byłoby kariery Hey. Najprawdopodobniej inaczej potoczyłyby się też losy Edyty Bartosiewicz. Była wymagająca, zamęczała wykonawców, ale była skuteczna. Pomogła im zaistnieć na profesjonalnym rynku”. (Noisecast)
To ona współtworzyła sukces Hey, a później Ich Troje – dwa zespoły, które symbolizują różne oblicza polskiego popu lat 90.
Liroy – wyjątek potwierdzający regułę
W książce pojawia się też Liroy. Choć autor miał nie pisać o hip-hopie, nie mógł pominąć tej postaci. Raper jawi się jako ewenement – ktoś, kto wbrew stereotypowi ulicznika potrafił myśleć biznesowo.
„W przeciwieństwie do wielu wykonawców, którzy przepuszczali pieniądze przez gardło i nos, Liroy zainwestował w studio. To był ewenement – miał gdzie nagrywać siebie i innych. Potrafił myśleć długofalowo”. (Noisecast)
W czasach, gdy większość gwiazd szybko traciła fortuny, on stworzył infrastrukturę, która pomogła przetrwać także innym. To symbol innego, bardziej profesjonalnego podejścia, które w Polsce lat 90. należało do rzadkości.
Zakończenie epoki
Co odcina lata 90. od kolejnej dekady? Według Lady – dwa wydarzenia. Upadek wielkich wytwórni, które zajęte konsolidacjami nie dostrzegły internetu, oraz pojawienie się talent show.
„To był moment, gdy ciężka garażowa droga do kariery przestała być potrzebna. Talent show’y wprowadziły zupełnie nowy obieg gwiazd” – podkreśla autor (Noisecast).
Na przełomie 1999/2000 roku skończyła się epoka pionierów i improwizacji. Internet zrujnował dotychczasowy model sprzedaży, a Idol otworzył nową drogę – szybką, masową i telewizyjną.
Autor – nie fan, lecz reporter
Lada sam przyznaje, że nie pisał tej książki z fanowskiego zachwytu. Wychował się na mocniejszych brzmieniach, a polski pop traktował z dystansem. Zafascynowały go raczej mechanizmy rynku niż same melodie.
„Zawsze moją ideą dziennikarstwa było być chodzącym dyktafonem, nie angażować się towarzysko z artystami. Rejestrować, dokumentować” – mówi w Noisecast.
Dzięki temu Wszystko jak leci nie jest laurką dla idoli, ale reporterską panoramą epoki, w której obok hitów rodziły się mechanizmy rynku, który działa do dziś.
Dlaczego warto?
To książka dla tych, którzy pamiętają tamte czasy – i dla młodszych, którzy chcą zrozumieć, jak kształtował się polski rynek muzyczny. To nie tylko wspomnienia o Varius Manx, Golden Life, Kayah, Edycie Bartosiewicz czy Hey, ale też lekcja o pasji, improwizacji i przemianach społecznych.
W latach, gdy – jak śpiewała Anita Lipnicka – „wszystko się mogło zdarzyć”, rzeczywiście wydarzyło się wiele. I właśnie tę różnorodność uchwycił Tomasz Lada.
Link do sklepu wydawnictwa Czarne.
